środa, 14 grudnia 2011

Ostatni taki ekspres

Flagowy wytwór PKP Intercity, niejaki Express InterCity (EIC), w tym przypadku o wdzięcznej nazwie Odra, zdawał się niczym nie różnić od podobnych do siebie zjawisk podróżniczych, wywoływanych przez kochaną przez miliony spółkę. Odnalezienie Odry nie było wprawdzie proste, albowiem swój bieg rozpoczynała ona we Wrocławiu – ciekawe zjawisko z zakresu hydrologii. Źródło to w chwili obecnej jest w stanie silnego rozkładu, spowodowanego remontem. Remont jak wiadomo, to w Polsce nie tylko roboty budowlane, ale i tablica odjazdów, która perony określa mniej więcej, pani w informacji, która wie mniej niż tablica i nienadmierna ilość tymczasowych oznaczeń, bo to szkoda wieszać na pół roku, jest kryzys (choć my zielona wyspa). Peron gdzie jest, każdy widzi, to jakoś trafi. 
 
I ja trafiłam, Odra stała jak skała na torze przy peronie już nawet wyremontowanym, pięknym, jaśniejącym i posapywała radośnie, gotowa przyjąć pasażerów. A pasażerów była moc. Był to bowiem pociąg niedzielnopopołudniowy do Warszawy, cały naród nim wracał budować swoją ojczyznę w stolicy. Co bardziej zaradni, wśród nich i ja, kupili nawet bilety, zanim miejscówki się skończyły i siedzieli sobie wygodnie, ciesząc się, że już za 5 godzin i 49 minut, zgodnie z rozkładem jazdy, znajdą się w Warszawie Centralnej i rano w poniedziałek wesoło pójdą do pracy. Ci, którzy mieli ze sobą laptopy, to mogli sobie nawet je włączyć, co prawda gniazdek nie było, bo w EIC czasem są, a czasem nie ma, tym czasem akurat nie było. Ale to nawet lepiej, człowiek patrzy w te ekrany cały tydzień, to się PKP zatroszczy, żeby ci ze słabszymi bateriami przynajmniej nie patrzyli, wzroku sobie nie niszczyli. Z troski o pasażera wynika również często spotykany zakaz użycia laptopa w wagonach restauracyjnych, bo od tego między innymi są wrzody żołądka, że jak człowiek współczesny je, to ciągle w coś patrzy i to bynajmniej nie w talerz.

Odra odpłynęła więc o czasie: 17.15 zerwała się z Wrocławia Tymczasowego Głównego (lub też w wersji dla optymistów Wrocławia Nowego Głównego http://wroclawnowyglowny.pl/) i w kierunku Katowic przez Kędzierzyn Koźle się udała, pochłaniając po drodze pracowity lud śląski, jakże licznie reprezentowany wśród osób zamieszkujących Warszawę od poniedziałku do piątku, a jak się akurat uda, to do czwartku. Ekspres nasz jechał i jechał, pęczniał, puchł trochę, ale nie poddawał się. Zdarzały mu się chwile słabości, dziesięciominutowe opóźnienia na kilku stacjach, ale był dzielny, niezwykle dzielny. Na stację Warszawa Centralna wjechał 60 sekund przed planowaną godziną przyjazdu, a stanął i drzwi otworzył dokładnie w minucie określonej na bilecie, podanej w Internecie i zamieszczonej w drukowanym rozkładzie jazdy, które w tym przypadku, co ciekawe, nie różniły się od siebie.

Nie dlatego jednak zapamiętam ekspres Odra na zawsze, choć zaiste jego punktualność zasługuje na wzmiankę w Faktach po Faktach i portalu gazeta.pl, które to media mogłyby odnotować spektakularny sukces nowego ministra transportu, efektywnego i przystojnego jednocześnie. Dla mnie jednak ten rejs Odrą był wyjątkowy, bo po raz ostatni dotowany w połowie przez budżet Ojczyzny, która to wspierała mnie z racji bycia przyszłością Narodu, studentem, co to nie ukończył 26. roku życia. From now on każda podróż koleją będzie dla mnie dwa razy większą przyjemnością. Skrajnym egoizmem byłoby zachowywanie jej tylko i wyłącznie dla siebie.

W skrócie 

Pociąg: EIC 6106 Odra
Trasa: Wrocław Główny - Warszawa Centralna (485 km)
Dzień: 4 grudnia 2011
Odjazd: 17.15 (CET), 17.15 (PKP)
Przyjazd: 23.04 (CET), 23.04 (PKP)
Czas (zegar 24-godzinny): 5 godzin 49 minut
Czas (zegar PKP): 5 godzin 49 minut